Zamartwianie kręci się wokół pytania: a co, jeśli. Ma jedną podstępną cechę: daje złudzenie przygotowania. Wiele osób wierzy, że dzięki niemu niczego nie przeoczą i będą gotowe na najgorsze. W praktyce jednak nie zwiększa kontroli, tylko utrzymuje ciało w stanie pogotowia, co męczy mięśnie, żołądek i sen.
Przykład: dzień przed rozmową o pracę kandydat układa w głowie dwadzieścia trudnych pytań, potem wyobraża sobie kompromitację, potem to, że nie znajdzie już żadnej pracy. Na spotkaniu pada zupełnie inne pytanie, a on jest niewyspany i spięty. Zamartwianie kosztowało go całą noc i nic nie dało.
Pomaga rozdzielanie spraw na te, na które mam wpływ, i te, na które nie mam, oraz zamiana martwienia na konkretny krok: telefon, mail, zapisany plan. W terapii przewlekłego zamartwiania, typowego dla zaburzenia lękowego uogólnionego, uczy się też tolerowania niepewności. Jeśli trwa to miesiącami, warto skorzystać z pomocy specjalisty od zaburzeń lękowych albo umówić psychoterapię online.
Spotykane też jako: martwienie się, zamartwianie się