Katastrofizacja to jedno z najczęstszych zniekształceń poznawczych i paliwo dla lęku. Myśl zaczyna się niewinnie, a potem toczy się jak lawina: a co, jeśli, a wtedy na pewno, a wtedy już nic się nie da zrobić. Każde kolejne ogniwo jest coraz mniej prawdopodobne, ale ciało reaguje jak na realne zagrożenie.
Przykład: syn miał wrócić o dwudziestej, jest dwudziesta piętnaście i nie odbiera telefonu. W ciągu kilku minut matka przechodzi od myśli o rozładowanej baterii do wyobrażenia wypadku i szpitala. Serce wali, ręce się trzęsą. Syn wchodzi o dwudziestej dwadzieścia, bo autobus się spóźnił, ale organizm zdążył przeżyć pełną tragedię.
Pomaga zatrzymanie się przy pytaniu: co naprawdę wiem, a co dopowiadam, i jaka jest najbardziej prawdopodobna wersja. Skuteczne jest też odraczanie zamartwiania i praca nad tolerowaniem niepewności, typowa dla leczenia zaburzeń lękowych. Jeśli katastroficzne myśli zajmują dużą część dnia i utrudniają sen albo pracę, to dobry moment na kontakt z psychoterapeutą pracującym z lękiem i nerwicą.
Spotykane też jako: czarne scenariusze, wyolbrzymianie