Rezyliencja nie oznacza, że ktoś nie cierpi ani że jest twardy i nie płacze. Oznacza, że po ciosie potrafi się pozbierać, korzystać ze wsparcia i wrócić do funkcjonowania, czasem zmieniony, ale nie złamany. To w dużej mierze zestaw umiejętności i zasobów, a nie wrodzony dar, który albo się ma, albo nie.
Przykład: dwie osoby tracą pracę w tym samym miesiącu. Pierwsza przez tydzień jest w rozsypce, potem dzwoni do znajomych, aktualizuje CV i szuka. Druga zamyka się w domu i przez pół roku nie odbiera telefonów. Różnicę robi głównie to, czy ktoś ma wsparcie, wcześniejsze doświadczenie poradzenia sobie i nawyk działania małymi krokami.
Rezyliencję buduje się na co dzień, a nie w kryzysie: przez relacje, sen, ruch, poczucie sensu, elastyczne myślenie i umiejętność proszenia o pomoc. Warto pamiętać, że korzystanie ze wsparcia specjalisty jest przejawem odporności, a nie jej braku, zwłaszcza po stracie, rozwodzie albo poważnej chorobie.
Spotykane też jako: odporność psychiczna, sprężystość psychiczna