W czarno-białym myśleniu znika cała środkowa część skali. Nie ma dobrze, nieźle, wystarczająco, jest tylko zero albo sto. Taki sposób oceniania bywa szybki i wygodny, ale bezlitosny wobec własnej osoby, bo prawie zawsze kończy się w kategorii porażka. Napędza perfekcjonizm, prokrastynację i wahania w relacjach.
Przykład: mężczyzna postanawia biegać cztery razy w tygodniu. W środę pada deszcz, opuszcza jeden trening i stwierdza, że i tak mu nie wychodzi, więc rzuca bieganie na cały miesiąc. Trzy treningi zamiast czterech to w rzeczywistości dobry wynik, ale w skali zero jedynkowej to po prostu przegrana.
Antidotum jest bardzo praktyczne: opisywać rzeczywistość w procentach i w konkretach, zamiast w etykietach. Zamiast zawaliłem prezentację, powiedzieć: dwa slajdy wypadły słabo, reszta była dobra. W terapii pracuje się też nad źródłem takiego myślenia, często sięgającym wymagającego domu albo szkoły z wysoką poprzeczką.
Spotykane też jako: myślenie zero-jedynkowe, myślenie skrajne, wszystko albo nic