Kiedy świat wydaje się nieprzewidywalny, ulgę przynosi myśl, że istnieje ktoś doskonały: partner, terapeuta, lekarz, szef, mistrz duchowy. Wątpliwości i niezgodne fakty są odsuwane, bo zakłócają ten obraz. Idealizacja bywa też sposobem na podniesienie własnej wartości: skoro jestem blisko kogoś wyjątkowego, sam znaczę więcej.
Przykład: na początku związku wszystko w drugiej osobie zachwyca, a sygnały ostrzegawcze zostają wytłumaczone jako urocze dziwactwa. W pracy: nowy przełożony jest przedstawiany jako ktoś, kto naprawi całą firmę. W terapii: pacjent uważa, że specjalista zna odpowiedzi na wszystko, i przestaje ufać własnemu zdaniu.
Krótka idealizacja jest normalna, na przykład na początku zakochania czy nowej pracy, i pomaga się zaangażować. Kłopot polega na tym, że po niej często przychodzi rozczarowanie i przeskok w drugą skrajność. Trwalsze relacje buduje się wtedy, gdy da się widzieć w drugiej osobie i zalety, i ograniczenia, bez rezygnowania z bliskości.
Spotykane też jako: stawianie na piedestale, wyidealizowanie